W dzisiejszym artykule poznacie jeden z bardziej wyszukanych przepisów. Nie tylko ze względu na jego rozbudowaną sferę recepturową, ale także ze względu na jego bogaty, czerpiący z natury skład. Chciałbym Wam przedstawić serum rewitalizujące mojej receptury :) Nie tyle , że chciałem stworzyć takie serum. Po prostu chciałem znaleźć odpowiednie zastosowanie dla wspaniałego składnika – MLEKA KOZIEGO! :) Składnik ten jest tak bardzo chwalony w świecie kosmetologii, że postanowiłem go „zamontować” i wzbogacić w moim kosmetyku.

goat-482105_1280

Wspaniałe i piękne stworzonko, prawda :)? Nie dziwota – w końcu pije naszpikowane substancjami odżywczymi mleko swojej koziej mamy. Smakiem mleko to nie zachęca (przynajmniej mnie), gdyż ma specyficzny aromat. Na szczęście oprócz suplementowania takiego mleka, możemy nakładać je bezpośrednio na skórę. Nie rozcieńczając znacznie naszego preparatu, uzyskamy dużo wyższe miejscowe stężenie składników na/w skórze, aniżeli przy jego suplementacji. Dodatkowo wszystkie składniki będą działać na skórę w swojej, nie zmienionej przez układ pokarmowy formie. Nie bez powodu uważano kiedyś (dziś także) mleko kozie za serum młodości. Nawet sama Kleopatra miała brać kąpiele w owym mleku z dodatkiem miodu i płatek róż.

No dobrze, wszystko brzmi zachęcająco, ale dlaczego mleko kozie jest przeze mnie aż tak bardzo wychwalane? Zacznę od początku, analizując poszczególne składniki:
białka i peptydy: dość znacznie przetrzymują wodę, silnie nawilżając naskórek. Białka, takie jak laktoferyna działają przede wszystkim silnie przeciwdrobnoustrojowo (naturalny „antybiotyk” np. na trądzik!!) i przeciwzapalnie. Białka są tutaj również nośnikami łatwo przyswajalnych mikroelementów. Peptydy mleka stymulują produkcję kolagenu w skórze. Dodatkowo znajdują się tu enzymy, które wspomagają działanie przeciwdrobnoustrojowe, ułatwiają przyswajanie substancji do skóry i zmiękczają warstwę rogową. Pamiętajcie, że wielkocząsteczkowe białka nie mają prawa się wchłaniać w głębsze warstwy skóry, ale w tym przypadku nie muszą, bo działają na skórze :)
cukry: tutaj mamy standardowo – laktozę, dwucukier złożony z glukozy i galaktozy. Można traktować go jako pożywkę dla fizjologicznej flory bakteryjnej skóry (prebiotyk). Uwaga! Niestety obecność laktozy i białek powoduje, że mleko na skórze początkowo się lekko klei. Jest to chyba jedyna wada tego składnika. Kleistość ustaje po kilku – kilkunastu minutach.
lipidy: znajdziemy tu krótkołańcuchowe, nasycone kwasy tłuszczowe: kaprylowy, kapronowy, kaprylowy oraz triglicerydy nasyconych kwasów tłuszczowych. Na szczególną atencję zasługuje fakt, że kuleczki tłuszczu osiągają wielkość 2 mikrometrów! Dzięki temu taka emulsja może penetrować naprawdę głęboko w skórę. Nie dość, że taki tłuszcz łatwiej się wchłania do komórek skóry, to jeszcze stanowi „łatwą do użycia” formę energii. Zatem skóra jest najedzona i zadowolona :)
mikroelementy i witaminy: jest ich pełno i są łatwo przyswajalne, w końcu mała kózka nie je nic innego, a musi jeszcze tyyyyle urosnąć 😉 Otóż znajdują się tu witaminy: A, grupa B, D, E, K oraz mikroelementy: wapń, mangan, cynk, selen, fosfor, żelazo, sód, potas, magnez.
inne: takie jak kwas mlekowy, który reguluje pH, zmiękcza naskórek, działa przeciwdrobnoustrojowo. Na ten „odżywczy koktajl” w postaci mleka, jak widać, składa się wiele substancji.

Teraz już chyba rozumiecie, dlaczego z czystym sumieniem można nazwać kosmetyk oparty prawie całkowicie na mleku kozim „serum rewitalizującym”. Ja swój przepis dodatkowo wzbogaciłem (np. witaminami). Podstawowa wersja wygląda następująco:
– 0,1g gumy ksantanowej
– 0,1g cosmedia SP
– 3g gliceryny
– ok 5g wody, wrzątek (zaraz wyjaśnię)
– 2g tween 80
– 3g wybrany olej, najlepiej o wysokich walorach odżywczych
– 35g mleko kozie (oczywiście najlepsze byłoby prosto od kozy, ale z braku laku musi wystarczyć mleko UHT)
– konserwant -> górna granica proponowanego stężenia w kosmetyku, ja użyłem 0,2g
– witamina E 0,5g
– mleczan sodu 5 kropli

Przepraszam, ale nie wrzucę fotografii z produkcji. Najzwyczajniej serum robiłem naprędce i nie napstrykałem zdjęć. Obiecuję poprawę na przyszłość, a te zdjęcia wrzucę, gdy zabiorę się następny raz za ten kosmetyk. Ale do rzeczy. Produkcję zaczynamy od odważenia gumy ksantanowej i cosmedia SP. Do zlewki odważamy glicerynę i przenosimy do niej wyżej wymienione zagęstniki, mieszamy do uzyskania w miarę jednorodnej zawiesiny. Całość zalewamy na oko 5g wrzątku (chodzi o to, że cosmedia sp „lubi się” z wrzątkiem i bardzo łatwo rozwija wtedy swoją strukturę, rozpuszczając się w nim) i intensywnie mieszamy. Powstanie nam jednorodny glutek :) Do glutka doważamy 2g tweenu 80 i całość mieszamy do uzyskania jeszcze gęstszego glutka. Do całości przenosimy 3g wybranego oleju (ja użyłem ogórecznikowego, którego opisałem we wcześniejszym wpisie) i intensywnie mieszamy. Powstanie nam gęsty emulsioglutek 😉 Twór ten przenosimy do moździerza, a w zlewce odważamy 35g mleka koziego. Teraz uwaga. Do moździerza mleko dodajemy małymi porcjami, za każdym razem homogenizując zawartość pistlem. Dzięki temu nie powstaną nam żadne grudki. Gdy przeniesiemy już całe mleko, możemy dodać 5 kropli mleczanu sodu. Jego funkcją jest lekkie podwyższenie pH. Służy głównie rozwinięciu struktury polimerów zagęszczających. Na koniec wypadałoby dodać konserwant (lub mieszaninę konserwantów), rozpuszczony w małej ilości mleka koziego. Konserwowanie jest bardzo istotne, ponieważ produkt niekonserwowany jest tak rewelacyjną pożywką dla bakterii, że wytrzyma może 2 dni w chłodzie. Konserwowany produkt mimo wszystko również zalecałbym trzymanie w lodówce. Możecie pokusić się jeszcze o dodatek wspomagających składników, np. witamin, wedle uznania. Serum jest bardzo płynne, a z tego powodu sensownym pojemnikiem jest taki z pompką bądź zakraplaczem. W razie pytań do receptury – zostawcie komentarz :)

serum rewitalizujące

„After use”: Cóż więcej mogę powiedzieć. Od jakiegoś czasu używam tego serum w formie testu i jestem co najmniej zaskoczony. Bardzo normalizuje tłustą cerę, a jego przeciwbakteryjną moc uplasowałbym naprawdę wysoko – po jego stosowaniu uzyskuję lepszy efekt przeciwtrądzikowy niż po antybiotykach do użytku zewnętrznego. Cera wydaje się być dużo delikatniejsza i wygładzona. Jestem bardzo zadowolony z tej receptury, więc dzielę się moim pomysłem :)

Pozdrawiam i życzę sukcesów recepturowych :)