Jakiś czas temu obiecałem Wam napisać co nieco na temat praktycznych wskazówek dotyczących pracy z recepturą. Jak do tej pory nie spotkałem się jeszcze z literaturą omawiającą specyfikę pracy z nowoczesną recepturą kosmetyczną (wskazówki, praca z określonymi odczynnikami, przykładowe profesjonalne receptury). Ubogie zasoby literaturowe wynikają z różnych powodów. Przede wszystkim koncepcja kosmetycznego „Do it yourself” w pracy z nowoczesnymi surowcami jest jeszcze mało rozpowszechniona. Jak by nie patrzeć, to hobby wymaga naprawdę ogromnego nakładu czasu i pracy. Druga sprawa – każde laboratorium ma swoje metody pracy, swoje pomysły i koncepcje. Dlatego też prawdziwi specjaliści-praktycy raczej niechętnie dzielą się swoimi sekretami. Jeśli już, to w formie warsztatów, za które płaci się często niemałe pieniądze. Trzecia sprawa – zazwyczaj to producentowi/dystrybutorowi określonego półproduktu zależy na jego wypromowaniu i sprzedaży, toteż podaje on pełną specyfikację, propozycję zastosowania i takowe praktyczne wskazówki dotyczące „obsługi” tego produktu. Specjaliści czerpią więc swoją wiedzę przede wszystkim ze szkoleń starszych przełożonych, własnym obserwacjom i wiedzy chemicznej oraz ze szkoleń producentów półproduktów. Dla domowych hobbystów niestety nie pozostaje wiele – tylko własne spostrzeżenia i wsparcie innych hobbystów :) Ponieważ z recepturą mam do czynienia niemalże na co dzień, podzielę się moimi wskazówkami:

1)      Nie ważne czy wymyślacie recepturę od podstawy, czy korzystacie z cudzej. Podstawą jest świadoma i prawidłowa jej konstrukcja. To, co interesuje Was najbardziej, jest postać danego wyrobu. Zupełnie inaczej zabierzecie się do zawiesiny, kremu w/o, lotionu, żelu, roztworu itd. Przykładowo, przy zawiesinie zwrócicie uwagę na rozpuszczalność (a może da się substancję wprowadzić do roztworu?), jak najlepszą mikronizację, dobrą stabilizację kosmetyku (aby zawieszona substancja nie opadła na dno). Biorąc pod lupę tłusty krem typu woda w oleju (w/o) (podstawowy typ w farmacji, droższe, bardzo dobre osłanianie!) sprawdzicie przede wszystkim, czy dobraliście emulgatory o odpowiednio niskim HLB (np. wosk pszczeli, alk. Cetostearylowy, lanolina, euceryna, cholesterol), czy użyliście odpowiednio dużo fazy tłuszczowej (najlepiej 50+%), czy aby na pewno wemulgowujecie wodę do fazy tłuszczowej (a nie na odwrót).

2)      Zasada „rozcieńczanie na koniec”. Na pewno często spotykaliście się z taką zasadą w kuchni. Przykładowo, przy naleśnikach – mleko zazwyczaj powoli dodawane jest na koniec, do gęstej masy. Zapobiega to powstawaniu grudek i ewentualnych zakalców :) W recepturze farmaceutycznej używamy dokładnie tych samych zasad. Tworzymy „koncentrat”, „jądro emulsji”. W przypadku zawiesin – najpierw przygotowujemy w moździerzu gęstą masę z proszku i małej ilości bazy (żel/krem), a dopiero później dodajemy jej resztę. Tak samo z jest z emulsjami. Najpierw tworzymy zagęszczoną emulsję, a dopiero później, jeżeli zachodzi taka potrzeba, możemy ją rozcieńczyć lub wzbogacać dodatkami (dla typu o/w będziemy rozcieńczać wodą/roztworem/wyciągiem). Dzięki temu będziemy mieć pewność, że mamy homogenny wyrób bez grudek :)

3)      Trochę edukacji i literatury nie zaszkodzi. Nie mówię już nawet, że powinniście podchodzić bardzo krytycznie do wszystkich informacji na temat właściwości zdrowotnych określonych substancji – prawdziwą wartość merytoryczną mają wyłącznie rzetelne publikacje naukowe!! Artykuły popularno-naukowe mogą być jedynie substytutem, ale nie zawsze powinny być traktowane poważnie. Wracając do wątku – chodzi mi o właściwości fizykochemiczne określonych substancji. Tak naprawdę powinniście przynajmniej w dobrym stopniu znać każdy ze składników receptury. Przede wszystkim postarajcie się o dane dotyczące rozpuszczalności, pH, trwałości termicznej, interakcji. Podstawowe dane znajdziecie na Wikipedii, ale tylko w przypadku klasycznych półproduktów. Z nowoczesnymi półproduktami jest trochę gorzej i zazwyczaj ostatecznie wychodzi na to, że sami musimy badać ich właściwości (co również polecam, na małych ilościach). Im mniej składników tym łatwiejsza analiza. Interakcje są zazwyczaj trudne do przewidzenia. Przykładowo, nie wolno ucierać kwasu acetylosalicylowego z innymi substancjami stałymi, gdyż zmniejszona zostaje temp. topnienia mieszaniny i wszystko się zbryla. Kto by pomyślał… 😉

4)      Bezpieczeństwo przede wszystkim. Jeżeli nigdy nie pracowaliście z określonymi substancjami, dowiedzcie się w jakich granicach stężeń występują w gotowych produktach. Ta rada dotyczy przede wszystkim substancji mogących zaszkodzić w wyższych stężeniach, np.: silniejsze kwasy, zasady, witaminy (przede wszystkim A), substancje keratolityczne, niektóre konserwanty i inne substancje czynne. Jeżeli używasz któregoś z tych substancji, najlepiej zacznij od niskiego stężenia, a dopiero w następnych próbach je nieco zwiększaj. Niebezpieczne mogą okazać się również uczulenia. Jeżeli masz tendencję do uczuleń, nie szalej z ilością substancji. Używaj prostych receptur. Osoby uczulone na określone rośliny, powinny unikać wyciągów roślin z tej samej rodziny, przykładowo osoby uczulone na rumianek powinny wystrzegać się każdej roślinki z rodziny Asteraceae (a to chyba najczęściej wykorzystywana rodzina w kosmetyce).

5)      Jeżeli rozpisaliście już skład recepturowy, przemyślcie dobrze, w jaki sposób i w którym momencie będziecie dokładać dane substancje do receptury. W aptece mamy najróżniejsze recepty, zdarzają się nawet „imaginacje lekarzy”. Niektóre są trafne, a w niektórych musimy zamieniać nawet kilka substancji, bo taka baza nie miałaby prawa trzymać się kupy. Gdybyśmy nie analizowali tego w ten sposób to grube pieniądze leciałaby do kosza. Lek musi być wykonany dokładnie, udany zawsze za pierwszym razem. Nawet jeżeli to fanaberia lekarska (oczywiście większość recept jest prawidłowa, nie urągając lekarzom!). W przypadku receptury domowej, nie od parady wszystko rozpisane jest na fazy: A, B, C… Im więcej faz, tym dokładniejsza jest receptura. Przykładowo, konserwant jest lepiej rozpuszczalny w fazie tłuszczowej, ale dodanie go przed emulgacją do tłuszczu, zamknie go w kroplach emulsji, a faza wodna pozostanie bez osłony i kosmetyk zepsuje się, jakby był niekonserwowany. To tylko jeden z wielu przykładów. To Wy musicie kontrolować przepis, nawet jeżeli jest już opisany przez inną osobę 😉

Na dziś myślę wystarczy. Jeżeli chcielibyście porad dotyczących określonej sfery receptury, to zapraszam do zostawienia komentarza :)