Dzisiejszy wpis z rodzaju tych mniej praktycznych, ale mam nadzieję – równie edukujący. Dowiecie się co nieco o recepturze samej w sobie. Ponieważ farmacja kultywuje i opiekuje się dorobkiem wiedzy na temat receptury (tak samo jak prawo współczesne czerpie z zapisów prawa rzymskiego), mogę czuć się kompetentny do wypowiedzi w tym temacie.

Z łacińskiego „Recipe” znaczy „weź”. Skrót od tego słowa, tj. Rp. Znajdziemy na każdej recepcie leku robionego. Czytając taką receptę i rozszyfrowując łacińskie skróty, w dosłownym tłumaczeniu otrzymujemy co następuje (przykład): „Weź wazelinę, eucerynę, wodę oczyszczoną w równych częściach do 100,0g, zmieszaj aby powstała maść,  oznacz, wydaj”. Forma ładna i kunsztowna, jednak za częścią opisową, którą nietrudno rozgryźć, kryje się ogromna wiedza farmaceutyczna dotycząca bezbłędnego wykonania leku. No właśnie, BEZBŁĘDNEGO! W recepturze farmaceutycznej jest bowiem takie założenie: każdy lek robiony, niezależnie od przygotowującego go farmaceuty, powinien wyjść dokładnie taki sam i to w najlepszej możliwej formie (przynajmniej w kwestii właściwości fizykochemicznych). W recepturze kulinarnej czy naszej – recepturze kosmetycznej często zdarzy się, że podczas przygotowywania pójdzie coś nie tak, przez co finalny produkt będzie nadawał się tylko do wyrzucenia. W aptece nie można pozwolić sobie na takie straty. Jak więc się dzieje, że farmaceuci potrafią bezbłędnie wykonać lek i to bez jakiegokolwiek opisu wykonania na recepcie? Po pierwsze – ogromna wiedza recepturowa. Poświęcamy aż 3 lata na przedmiot o tym traktujący + praktyka kunsztu w aptekach. Uczymy się wielu zagadnień, pułapek, niezgodności w recepturze. Po drugie – receptura farmaceutyczna jest skonstruowana najprościej jak to tylko możliwe. Chodzi mi tutaj o dobór składników. Ważne, aby ich ilość była możliwie jak najmniejsza (w przeciwieństwie do receptury kosmetycznej!), a składniki pomocnicze nie będące substancją czynną mają wyłącznie doprowadzić do uzyskania pożądanej postaci leku (leki, w tym maści, nie mają być ładne i pachnące, a skuteczne!). Zauważcie, że takie podejście do recepty rzeczywiście pozwala na uzyskanie bardzo dużej powtarzalności ostatecznego produktu. Dzieje się tak poprzez uniknięcie nieprzewidzianych interakcji, występujących przy dużej liczbie składników oraz zmniejszamy ilość parametrów wrażliwych podczas produkcji (np. czas emulgacji kremu, stopień rozdrobnienia zawieszanego proszku). Tym samym chciałbym i Was namówić do tego, aby w swojej recepturze wykorzystywać możliwie jak najmniej składników, tym bardziej, że minimum składnikowe dla receptury kosmetycznej jest i tak stosunkowo wysokie. Są oczywiście wyjątki. Może okazać się, że tonik ziołowy złożony z 2 elementarnych składników: woda + wyciąg z wybranego zioła, może okazać się znacznie skuteczniejszy niż tonik zawierający multum innych substancji. W skrócie: nie ma potrzeby – nie dokładamy zbędnych składników.

Receptura kosmetyczna, tak samo jak receptura kulinarna/spożywcza nie jest tak wymagająca, jak receptura leku. Oprócz minimum składnikowego składającego się zazwyczaj na: bazę, stabilizatory, konserwanty przeciwdrobnoustrojowe, konserwanty anty-utleniające, substancje czynne, wchodzą również w skład składniki poprawiające funkcje organoleptyczne danego produktu. Liczą się nawet najmniejsze szczegóły – choćby w przypadku aromatów. Przykładowo, dodatek do kompozycji minimalnej ilości cytronelolu zmieni odczucia zapachowe i może mieć decydujący wpływ na walory marketingowe. W przeciwieństwie do przemysłu farmaceutycznego, gdzie będzie liczyła się skuteczność, przemysł kosmetyczny (czy suplementów diety) bardzo często stawia a priori na marketing i wrażenia organoleptyczne: od koloru, opakowania po zapach, konsystencję. Zwracajcie na to uwagę, bądźcie świadomi i dociekliwi przy dokonywaniu wyboru.

Podążając za trendami jakie zmieniają starą, pierwotną recepturę, grzechem byłoby nie wskazać, w jaki sposób recepturę wykorzystuje się w przemyśle. Przede wszystkim, działy „Research & Development” odpowiadające za konstrukcję i przygotowanie „przepisu”, są całkowicie oddzielone od działów produkcji. Działy R&D zbudowane bardzo często z poddziałów (preformulacja, formulacja, działy analityczne, mikrobiologiczne itd.), przygotowują skład w skali laboratoryjnej. Wielu badaczy pracuje na efekt końcowy. Zanim jednak produkt będzie gotowy do produkcji, musi zostać przeskalowany przez inżynierów – od skali laboratoryjnej do skali przemysłowej (często z etapami pośrednimi). Oczywiście nie jest to proste. W dodatku może okazać się, że produkt końcowy w produkcji masowej najzwyczajniej nie będzie odwzorowywał pierwotnej wersji. Wtedy trzeba znowu poprawiać recepturę. Zakładamy jednak wersję optymistyczną – linia produkcyjna rusza. To jednak nie koniec udoskonalania receptury. Działa to tak samo jak u Was, gdy wykonujecie po raz któryś dany kosmetyk – uczycie się jego wytwarzania, zaczynacie zwracać uwagę na szczegóły w produkcji (np. ile czasu trzeba mieszać, do jakiej temperatury podgrzewać fazy itp.). Z czasem stwierdzacie, że jak nie dopilnujecie jakiegoś parametru, wykonacie coś za szybko, za długo, bądź po prostu na odwal – produkt nie wyjdzie. Takie etapy wymagające szczególnej dbałości nazywane są „elementami krytycznymi”. Zarówno u nas jak i w przemyśle, parametry elementów krytycznych mają bardzo duży wpływ na jakość produktu końcowego. W przemyśle powstała koncepcja „Quality by Design” stworzona specjalnie po to, aby dokładnie monitorować takie właśnie elementy krytyczne. Pozwala to określać jak ich zmienność wpływa na określone właściwości produktu końcowego, a tym samym dopracować recepturę danego wyrobu do perfekcji. Taka koncepcja może zwolnić producentów od wykonywania badań właściwości końcowych serii, gdyż specyfikacja produkcji jest na tyle dobrze opisana, że nie ma możliwości na powstanie odchyleń. W dzisiejszych czasach na potrzeby badań dla QbD linii produkcyjnych, często wykorzystywani są magistranci i doktoranci 😉

To w dużym skrócie byłoby na tyle jeśli chodzi o recepturę :) Zachęcam do korzystania z receptury klasycznej. Znajdziecie w niej naprawdę wiele wartościowych przepisów. Przykładową, godną polecenia książką zawierającą m. in. receptury kosmoceutyczne jest: „Ściąga z receptury” Wojciecha Chmielaka.

Postanowiłem, że za jakiś czas napiszę artykuł dotyczący wskazówek praktycznych mogących przydać się Wam w recepturze :)