Fundamentalną sprawą przy tworzeniu czegokolwiek jest dokumentacja. W naszym przypadku – przy tworzeniu kosmetyków. Musimy koniecznie o tym pamiętać i dosłownie wszystko notować. Każdy nasz eksperyment będzie skazany w przyszłości na porażkę, jeżeli go nie zanotujemy. Sam potrafiłem robić coś na szybko, bez notowania. Skutkiem były oczywiście luki w pamięci przy określonych procedurach, od których zależało czy kosmetyk będzie miał odpowiednią formę, czy będzie do wyrzucenia. A koszty są niemałe. Na skalę detaliczną półprodukty nie są tanie. Koszta niektórych prób kosmetyku wyniosą 3zł, a niektóre ponad 20zł lub (raczej rzadko) jeszcze więcej. Nie mówię już o stracie cennego czasu. Dlatego też nie możemy sobie pozwolić na popełnianie co rusz tych samych błędów.

Zapisujcie wszystko. Najlepiej w wersji komputerowej, bo w tym przypadku automatycznie możemy nanosić poprawki na recepturę, wnosić uwagi itd. Przed przystąpieniem do pracy stwórzcie projekt receptury, zapisując jego hipotetyczny skład. W czasie produkcji bądźcie wyczuleni na to, jak zachowują się składniki, szczególnie te nowo nabyte o tajemniczych właściwościach (tutaj mam na myśli przede wszystkim s. czynne, emulgatory i zagęstniki). Czasem w naszym projekcie wytrąci się osad, czasem zdezaktywujemy zagęstnik, czasem niewłaściwie dobierzemy emulgatory tworząc niestabilną emulsję. Każde takie zdarzenie należy odnotować. Dzięki temu w przyszłości możemy wziąć pod lupę składnik-winowajcę – ustalić jego rozpuszczalność, pH, interakcje itd. Nasze receptury również będą ewoluowały, skład będzie zmieniał się ku lepszemu efektowi. Przykładowo zakupiliście właśnie płynny silikon – dodajcie go do receptury swojego ulubionego kremu i sprawdźcie czy uzyskaliście właściwy efekt.

No dobrze, wszystko cacy, ale niektórzy z Was przecież używają przepisów dostępnych m. in. na stronach dystrybutorów półproduktów, innych blogerów, bądź innych źródeł. Cóż, możecie ograniczać się jedynie do odtwarzania, nikt Was za to nie będzie krytykował. Jednakże tracicie możliwość decydowania samej/samemu o kreacji Waszego kosmetyku, a przede wszystkim tracicie świetną zabawę 😉 Dodam jeszcze, że wiele z przepisów może okazać się zupełnie wymyślona, nigdy nie odtworzona. Sam przeglądałem kilka z takich przepisów i niektóre idealnie przypominały moje „niewypały”, które po prostu nie miały prawa wyjść dobrze, ze względu na brak dostatecznej stabilności. Najlepsze w odtwarzaniu są sprawdzone przepisy blogerów, którzy często popierają swoje wyroby zdjęciami. Czasem warto zaczerpnąć inspiracji u innych 😉

Tyle na dzisiaj :) Pozdrawiam