Dziś bardzo ważny wpis dla większości z Was, bo traktujący o olejach. Chyba każda osoba zajmująca się domową recepturą korzysta z tych różnorodnych, czerpiących z darów natury składników. Dzięki rozwojowi technologii, komercjalizacji i ogólnemu rozpowszechnieniu idei EKO, mamy dziś dostęp do naprawdę pokaźnej ilości olejów pozyskiwanych z różnorodnych roślin. Owe oleje coraz częściej wypierają szeroko rozpowszechnione i tanie frakcje olejów mineralnych, tj. parafiny i wazelinę. W tym miejscu nie chciałbym skazywać na śmierć tych substancji, jak to zapewne robi część z Was. Te substancje są najzwyczajniej w świecie NEUTRALNE. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Plusy, bo składniki te, o czystości farmaceutycznej, nie powinny stanowić zagrożenia dla nawet najbardziej podatnych alergików. Ba, bazy tłuszczowe czy kremowe w/o (oparte na wazelinie, parafinie), są najczęściej stosowane przez osoby z atopowym zapaleniem skóry. Największym minusem jest – uwaga – również ich neutralność. Nie mają w sobie nic cennego. Są składnikami biozgodnymi, ale nic nie zostaje wchłonięte przez organizm, dopóki sami nie dodamy do nich substancji czynnych. Na dobrą sprawę, coś może zostać zabrane – jeżeli osoba zaraz po kremowaniu rąk umyje ręce detergentem – wypłukiwane są ceramidy (i przez to dochodzi dodatkowo do suchości rąk). Oleje roślinne z kolei nie tylko posiadają składniki czynne (np. witaminy, przeciwutleniacze, sterole roślinne itd.), ale również ich struktura złożona jest z triglicerydów, z których tkanka skórna może zaczerpnąć coś dla siebie. Poza tym, w mojej subiektywnej ocenie, oleje poprzez swoją strukturę (nieco mniej lipofilowa od parafin) dużo skuteczniej powlekają warstwę rogową skóry, tym samym dłużej się tam utrzymując i dając przyjemniejsze doznania.

Generalnie istnieje wiele podziałów olejów. Ja skupię się na najważniejszych dla nas.
Przede wszystkim to, czym będziemy się kierowali przy zakupach i co będzie miało znaczny wpływ na cenę oleju. Otóż oleje mogą być: Rafinowane bądź Nierafinowane (w tym tłoczone na zimno). To pierwsze określenie oznacza, że olej został wyciągnięty surowca metodą ekstrakcji z lipofilowym medium, np. heksanem, przy użyciu wysokich temperatur. Następnie medium lipofilowe, zostaje oddestylowane, a sam olej jest dodatkowo oczyszczany z wszelkich substancji (na tym etapie tracone są wszystkie substancje czynne, białka, mikroelementy, aromaty, polifenole itd.). Czyli mamy 2 problemy. Po pierwsze odebrana nam zostaje ogromna część plusów jakie czerpiemy z określonego oleju, a po drugie ingerencja wysoką temperaturą na oleje nienasycone (omega-3 w szczególności!!) nie może skończyć się dobrze – mogą powstawać tłuszcze trans i może zachodzić utlenianie (co do utleniania, to w dobrej wierze można przypuszczać, że procesy prowadzone są w warunkach gazu obojętnego). Oczywiście nadal możemy używać tłuszczy rafinowanych, ze względu na ich triglicerydy, ale nie jest to już pełnowartościowy produkt super eko 😉 Oleje otrzymywane metodą tłoczenia na zimno są to oleje pozyskiwane poprzez prasowanie surowca roślinnego. Przy czym proces technologiczny uwzględnia zachowanie niskiej temperatury, która mogłaby wydzielać się przy nacisku i tarciu. Produkt tego procesu nazywany jest olejem extra virgin, ale na stronie olejów złotopolskich spotkałem się też z nazwą „oleju 10-stopniowego”. Jest jeszcze jeden proces, określający oleje: filtrowane i niefiltrowane. Te drugie są oczywiście bardziej EKO 😉 Proces filtracji nie jest natomiast wielką ingerencją. Polega na pozbyciu się substancji wielkocząsteczkowych, aby olej był przejrzysty i jednolity. Przypominam jednak, że substancje wielkocząsteczkowe i tak nie wchłaniają się przez skórę.

Kolejny podział jest bardzo istotny z punktu widzenia osoby docelowej, dla której ma być przeznaczony kosmetyk. Oleje dzielimy bowiem na: schnące, półschnące i nieschnące. Oleje schnące (np. lniany, makowy) są to oleje dające uczucie wysychania, tak jakby z postaci ciekłej przechodziły w postać stałą. Uważa się, że proces ten spowodowany jest utlenianiem wiązań nienasyconych i tym samym zmiany struktury chemicznej tłuszczu. Oleje takie polecane są głównie osobom o cerze tłustej, trądzikowej. Oleje półschnące (np. arachidowy, sezamowy) są olejami wykazującymi właściwości pośrednie pomiędzy schnącymi i nieschnącymi. Oleje nieschnące (np. oliwkowy, migdałowy) to oleje nie zmieniające swoich właściwości, utrzymujące ciągłe uczucie natłuszczenia skóry. Polecane są do cery suchej i normalnej.

Kolejny podział można określić jako chemizm danego oleju, czyli najzwyczajniej – skład. Każdy słyszał o olejach omega-3 (np. DHA, AHA, EPA), omega-6 (np. GLA), omega-9 (np. oleinowy). Generalnie owa omega określa, przy którym atomie od końca łańcucha węglowego znajduje się wiązanie podwójne. Badania naukowe wykazują, iż najbardziej istotny jest stosunek w diecie kwasów omega-6 do omega-3. Stosunek tych kwasów zazwyczaj określa się od 1:1 do 4:1, w uproszczeniu – kwasów omega-6 może być nieco więcej, ale nie za dużo! Nasza dieta jednak często zawiera niedobory omega-3, więc pakujcie je w siebie kiedy to tylko możliwe (tran, rybki, olej lniany, orzechy włoskie). BARDZO WAŻNA UWAGA – KWASY OMEGA-3 SĄ BARDZO TERMOLABILNE. Oznacza to, że jeżeli chcecie wykonać krem metodą na gorąco, nawet nie rozważajcie użycia któregoś z olejów bogatych w omega-3, bo najzwyczajniej w świecie je zniszczycie 😉 Tak naprawdę, to olej jest tym bardziej podatny na wysoką temperaturę (utlenianie, izomeryczne zmiana struktury), im więcej ma wiązań nienasyconych oraz im mniej był oczyszczony (czyli te rafinowane oleje są stabilniejsze niż tłoczone na zimno). Myślę, że poświęcę jeszcze jeden wpis na rozwinięcie tego tematu 😉 Z kwasów omega-6 na największą uwagę zasługuje kwas gamma-linolenowy (GLA), któremu przypisuje się nie tylko działanie regulujące poprawne funkcje skóry, ale i działanie spowalniające starzenie się skóry. Chciałbym Wam wytłumaczyć precyzyjnie na czym to polega, jednak dociekliwców mogę doprowadzić jedynie do momentu produkcji kwasu arachidonowego a następnie eikozanoidów z GLA. Eikozanoidów jest wiele i wszystkie mają szerokie działanie regulacyjne w organizmie. Dlatego też nie sposób jest wymienić dokładnie wszystkich kierunków działania tego kwasu. Co się tyczy kwasów omega-9, to nie są one aż tak wartościowe jak bracia 3 i 6. Można je traktować jako potencjalny budulec błon komórkowych dla organizmu i źródło chemiczne w metabolizmie. Podaż omega-9 również nie powinna być zbyt duża względem podaży omega-3.

A teraz bonus – opis jednego z bardziej wartościowych olejów :)
O kwasie gamma-linolenowym (GLA, omega-6, trójnienasycony) chodzą tak dobre słuchy, że postanowiłem przedstawić Wam jedno z jego źródeł – olej z ogórecznika. Wybór padł na ten olej, ponieważ nie jest on tak popularny jak olej wiesiołkowy, a zawiera nawet więcej GLA, bo ok 18-25%! W jego skład wchodzą również flawonoidy, kwasy organiczne, sole mineralne, saponiny, garbniki. Jak widać jest to bardzo fajny zestaw, jednak należy dobrze chronić taki olej przed utlenianiem, czy ingerencją wysokiej temperatury. Olej ogórecznikowy jest olejem schnącym. Dzięki temu daje uczucie szybkiego wchłaniania się w skórę (czysty olej – kilka minut), lecz uczucie powlekania utrzymuje się znacznie dłużej. Olej ma delikatny żółtawy kolor i bardzo lekki zapach (mi przypomina nasiona ostropestu :)). Już mam świetny pomysł do czego wykorzystam ten olej, ale na razie nie będę tego zdradzał 😉 Dowiecie się w jednym z kolejnych artykułów :) Jeżeli sami też chcecie coś „ukręcić” z tego oleju, to spróbujcie poeksperymentować :) >>KLIK<<

ogórecznik