Będzie to pierwszy wpis o składniku. W dodatku nie byle jakim. Guma ksantanowa jest bowiem rozpowszechniona w wielu dziedzinach przemysłu, zaś domowym eksperymentatorom kosmetycznym z pewnością nie raz uratowała skórę (tak, tak, mi też 😉 ). Jest to jeden z najciekawszych i zarazem najtańszych zagęstników istniejących na rynku. Wykorzystuje się ją w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym, spożywczym i chemicznym. Ciekawostką jest, że guma ksantanowa znajduje również zastosowanie w kuchni molekularnej.

Więc co to właściwie jest ta guma ksantanowa? Otóż jest to polisacharyd zbudowany z rdzenia: cząsteczki glukozy połączone wiązaniem β-1,4-glikozydowym (jak celuloza) i trójsacharydowych łańcuchów bocznych: mannoza-kwas glukuronowy-mannoza. Cząsteczki mannozy są częściowo zestryfikowane kwasem octowym i kwasem pirogronowym. Łańcuch boczny nadaje gumie ksantanowej ładunek ujemny. Ma to wpływ na strukturalne zachowanie gumy (ładunki ujemne odpychają się). Po wprowadzeniu elektrolitów struktura zmienia się, nieznacznie zwiększając lepkość. Ogromną zaletą gumy ksantanowej jest jej niewrażliwość na znaczne wahania pH, jak i wysoką temperaturę (w wyższej temperaturze lepkość maleje, ale po ochłodzeniu wraca do poprzedniego stanu). Poza tym żele z gumą ksantanową mają odmienne właściwości reologiczne od typowo smarownych żeli. Te pierwsze można bowiem przyrównać do częściowo zatężonej galaretki.

Ok, odstawmy chemię strukturalną i fizyczną na bok, a zajmijmy się recepturą. Gumę ksantanową możemy do receptury dodawać na różne sposoby. Można dosypywać ot tak, ale wtedy pojawią się trudne do rozpuszczenia i mało estetyczne grudki. Można też rozcierać ją w moździerzu z małą ilością płynu. Jest jednak o wiele lepszy i prostszy sposób dodatku naszej gumy do receptury. Gumę bowiem można zawiesić w niewielkiej ilości gliceryny. Po dodaniu takiej zawiesiny do fazy wodnej, guma bezproblemowo rozpuści się, nie tworząc żadnych grudek.

Gumę ksantanową możemy używać do najrozmaitszych receptur: żele jako substancja żelująca czy kremy, maski, produkty myjące, kosmetyki kolorowe – jako stabilizator, ewentualnie pomocniczo – emulgator. Zazwyczaj w żelach na bazie gumy ksantanowej jej stężenie wyniesie około 0,5%, natomiast do stabilizacji w kremach może ono wynieść około 0,1%.

Pierwszym pomysłem wykorzystania gumy ksantanowej, na jaki wpadłem po jej zakupie, było stworzenie żelu pod oczy na bazie ziół. Do dziś ten przepis (w formie udoskonalonej) jest jednym z moich ulubionych, gdyż ma największe wzięcie. W domowych warunkach najlepszym pomysłem na wyciągnięcie substancji z ziół będzie utworzenie odwaru. Farmaceutyczny sposób uzyskania odwaru polega na zalaniu 1cz. surowca 10cz. wody w infuzorce umieszczonej na łaźni wodnej i utrzymywaniu 90℃ przez 30 min (najlepiej użyć powyżej 100ml wody, gdyż będzie ona odparowywać, a suche zioła pochłoną jej sporą część!). To jak wykonacie swój odwar, zależy od Was. Moją propozycją prostej wersji jest zalanie wrzątkiem surowca w czajniczku porcelanowym i umieszczeniu go nad podgrzewaczem (świeczką) na 30 min. Jeżeli czajniczek będzie z grubej porcelany – nie powinno dochodzić do istotnego przegrzewania. Następnie roztwór należy odsączyć przez gazę/watę umieszczoną w lejku. Tak przygotowany odwar możemy uzupełnić wodą do gramatury wyjściowej poprzez popłukanie surowca pozostałego na sączku. Po ostygnięciu roztworu możemy dodać substancji czynnych i konserwantów, wedle uznania. Na końcu dodajemy zawiesinę glicerynową z gumą ksantanową i mieszamy mieszadełkiem do uzyskania właściwej konsystencji. Tak przygotowany żel jest gotowy do zapakowania i użytkowania :)

Zachęcam wszystkich do zaopatrzenia się w bohaterkę dzisiejszego wpisu :) >>KLIK<<

żel pod oczy