W tej części ukażę drugą stronę medalu. Myślę, że ten artykuł będzie dla Was ciekawszy, a już na pewno bardziej budujący :)

Zatem twierdzicie, że chcecie rzucić wyzwanie korporacjom i zabrać się za produkcję własnych wyrobów? Posłużę Wam pomocą. Zaznaczam jednak, że bierzecie pełną odpowiedzialność za swoje produkty. Może nie są to leki, które mogą doprowadzić nawet do poważnych i długotrwałych skutków, ale nadal, z chemią i biologią nie ma żartów.

No i co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jak ktoś się uprze to i tak się za to zabierze.
I prawidłowo, bo czemu nie spróbować rozwijać tak ciekawego i unikalnego hobby? Dlaczego mamy być ograniczani jedynie do produktów dostępnych na rynku? W stworzeniu własnego kosmetyku ogranicza nas jedynie własna wyobraźnia. Składników jest multum… zajrzyj choćby do kuchni! Co widzisz? Smalec? Ananas? Miód? Herbata? Skrobia ziemniaczana? Mleko kozie? Nie muszę chyba wspominać o wszelkiej maści ziołach? To wszystko to rewelacyjne składniki, kryjące bardzo duży potencjał! Ha, chyba nie myśleliście, że będziemy korzystać wyłącznie z dostępnych komercyjnie półproduktów kosmetycznych? Wyobraźnia jest nieograniczona, dlatego eksperymetujcie, kombinujcie, twórzcie.

Dobrym prztyczkiem w nos dla koncernów kosmetycznych będą ich ograniczenia. Oni nie stworzą kosmetyku niekonserwowanego, nie stworzą kosmetyku, który wykazuje niską trwałość (nie wyrobiliby się z dystrybucją). A co na dokładkę? Składniki niestabilne. Na opakowaniu skład zawsze ładnie wygląda, ale zdarza się, że część składników czynnych praktycznie straciło swoje właściwości po pewnym czasie. Nikt też nie wskazuje, co kryje się za kulisami produkcji. Być może metoda produkcji całkowicie dezaktywuje pewne składniki. Nasze produkty znamy od podszewki. Dokładnie wiemy co dodaliśmy i w jaki sposób. Ograniczeniem może być jedynie nasza niewiedza, (np. dodanie białka czynnego do wrzątku), dlatego też zalecam ciągłe doszkalanie się w swoim fachu :)

To czego nie zapewni nam rynek kosmetyczny to nasze własne upodobania. Dostosowanie kosmetyku w oparciu o skład i postać do indywidualnych potrzeb. Mamy określony cel – tworzymy. Natomiast firmy kosmetyczne tworzą na podstawie badań zapotrzebowania rynkowego.

A my składników mamy wiele. Otwierają się co rusz nowe sklepy oferujące szeroką gamę składników kosmetycznych. No właśnie… składników kosmetycznych. Temat dość kontrowersyjny. W internecie można kupić wszystko. Tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni, co właśnie zakupiliśmy. Wiedza chemiczna też nam dużo nie pomoże. Nigdy nie możemy być pewni, czy termin ważności składnika nie został przekroczony, czy składnik nie został skażony mikrobiologicznie bądź czy składnik nie ma domieszek innych substancji, nawet tych toksycznych. Firmy kosmetyczne  korzystają ze sprawdzonych dostawców (dostawy są na bieżąco monitorowane, zaś do producentów wysyłane są audyty). Jednak najważniejszym elementem jest dokumentacja danego surowca kosmetycznego. Dokument produkcyjny zawiera wszystkie możliwe szczegóły dotyczące danego składnika (zanieczyszczenia, pH, skażenie mikrobiologiczne itd.). Dystrybutor produktów powinien taką dokumentację posiadać od producenta. Niestety, my możemy jedynie liczyć na dobrą wolę i szczerość konfekcjonera (dystrybutora). W najlepszym wypadku może przedstawić część podstawowych informacji na temat danej substancji. Reszta to już wiara na słowo i wiara w niewidzialną rękę rynku karającą oszustów ;).

Zmierzając do końca moich wywodów, podam jeszcze najważniejszy argument przyświecający nam w tym co robimy. SATYSFAKCJA i DUMA z kosmetyku, który nam się udał i działa tak, jak sobie to wymarzyliśmy. Pochwalenie się znajomym, rodzinie. Pokazanie rynkowi kosmetyków, że nie tylko z parafiną można stworzyć dobry krem. Bo przecież mamy do wyboru również całą gamę wspaniałych olejów. Pamiętajcie, to nie będzie takie proste jak się wydaje. Przed Wami wyboista droga. Jednak praktyka czyni mistrza, jakoś damy radę 😉