Moi drodzy, czy sięgając po kosmetyk z półki, zastanawialiście się, czy owy produkt jest właściwie bezpieczny? Czy ta mieszanina chemiczna może nam zaszkodzić? Jak bezpieczeństwo kosmetyku ma się do bezpieczeństwa produktów leczniczych?

Do utworzenia tego wpisu sprowokowała mnie wypowiedź pewnej vlogerki zachwalającej produkt na porost rzęs X z bimatoprostem. To, czy omówiony produkt jest dobry, to już sprawa indywidualna (nie mi to oceniać). Najbardziej zaskoczyła mnie jednak odpowiedź vlogerki na jeden z komentarzy „a ja słyszałam, że bimatoprost może powodować to i to i jeszcze to…”. Vlogerka zripostowała, że „kosmetyki muszą przejść wszelkie badania i muszą być zatwierdzone jako bezpieczne, więc siłą rzeczy nie mogą zaszkodzić” (przytoczone teksty nie są dokładnymi cytatami).

Czytając ten tekst byłem zszkokowany – jak można być tak naiwnym… Tym bardziej, że mamy tutaj do czynienia z zupełnie wyjątkowym przypadkiem – bimatoprostem, który jest używany jako API (Active Pharmaceutical Ingredient) w lekach okulistycznych.

Dla niewtajemniczonych, w skrócie – dyrektywa europejska o kosmetykach mówi, że kosmetyk przed wypuszczeniem do obrotu musi przejść pozytywnie Ocenę Bezpieczeństwa wykonywaną przez Safety Asessora, popartą (podstawowymi i prostymi) badaniami.

A teraz baśniowo zobrazuję Wam porównanie rejestracji produktu leczniczego i kosmetyku :)

Wyobraźcie sobie 2 rycerzyków (kosmetyk i lek), którzy dostali od króla kopalnię złota, pod warunkiem, że się do niej dostaną.

Pierwszy rycerzyk Lek ma bardzo trudną drogę. Musi skompletować bardzo dużo sprzętu i bardzo dużo środków na udaną wyprawę (pełna dokumentacja API poparta profesjonalnymi badaniami, badania wchłaniania leku, literatura itd. itd. Uważa się, że wprowadzenie innowacyjnego leku kosztuje obecnie około miliarda dolarów, zaś dla generycznych leków koszt powinien wynieść poniżej miliona złotych). Rycerzyk, aby przedostać się na teren kopalni musi pokonać fortecę czarnego rycerza (Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Preparatów Biobójczych). Czarny Rycerz nie jest łatwym przeciwnikiem – Rycerzyk często nie daje rady przebić się za pierwszym razem, czasem musi cofać się, zbierać nowy sprzęt i czary. W końcu się udaje. Rycerzyk dostaje się do kopalni i może cieszyć się nowym bogactwem. Niestety, teren kopalni odwiedza czasem ogromny smok (Główny Inspektor Farmaceutyczny), który potrafi jednym zionięciem zrównać kopalnię z ziemią (kontrole inspektoratu i ciągłe monitorowanie nawet najmniejszych odstępstw leku od zapisów rejestracyjnych).

Brat rycerzyka Lek, rycerzyk Kosmetyk to lekkoduch. Zawsze wszystko łatwo mu przychodziło. Postanowił szybko wyruszyć w drogę – wziął podstawowy sprzęt, kilka kanapek i wyruszył. Jego ojciec powiedział mu, że do ochrony jego kopalni potrzebuje magicznej kuli (ocena bezpieczeństwa) od czarodzieja (Safety Asessor). Rycerzyk udał się więc do mędrca. Czarodziej ukończył regionalną szkołę różdżek stosowanych i nie był zbyt bystry (aktualne przepisy unijne nie określają prezycyjnie, kto może być safety asesorem, jakie wymagania ma spełniać – musi jedynie mieć wykształcenie pochodne naukom medycznym, które również nie określone jednoznacznie). Czarodziej nie był zbyt wymagający dla lekkoducha, nawet z nim długo nie porozmawiał. Oddał kulę. Lekkoduch wesoło ruszył w dalszą drogę. Ku wielkiemu zdziwieniu, rycerzyk nie natrafił na żadnego przeciwnika po drodze – trafił jedynie na szeroko otwarte wrota (dopuszczenie kosmetyku do obrotu odbywa się przez internetową notyfikację CPNP, z którą nawet dziecko by sobie poradziło). I od tej chwili rycerzyk mógł cieszyć się z nowej kopalni. Dowiedział się jedynie, że w okolicznej grocie śpi niedźwiedź (Inspektorat Sanitarny). Niedźwiedź jest niebezpieczny, ale ma dużo mniejszą moc niż smok, więc rycerzyk wiedział, że w razie ataku sobie poradzi.

Jak widzicie różnica jest kolosalna. Oczywiście – podana historyjka jest bardzo uproszczona i nie należy interpretować jej dosłownie. Pokazuje jednak jaką wagę przywiązuje się dziś do bezpieczeństwa produktów leczniczych.

Wracając zaś do kosmetyków – uważam, że produkty na porost rzęs zawierające silnie działające API nie powinny być rejestrowane jako kosmetyki, gdyż działania niepożądane pochodnych prostaglandyn mogą być niebezpieczne (zresztą w internecie krąży wiele negatywnych opinii o tych preparatach, również od strony okulistów).

Jeśli chodzi natomiast o samo bezpieczeństwo komercyjnych kosmetyków – nie lękajcie się. Kosmetyki zazwyczaj naprawdę są bezpieczne, ale nie wynika to z procesów rejestracyjnych i kontroli, a bardziej z dbałości producentów (producentom nie opłaca się psuć marki, czy zmieniać ją co chwila – po niebezpiecznych przypadkach, konsumenci straciliby zaufanie). Poza tym w kosmetykach zazwyczaj użyte są bezpieczne, dobrze poznane substancje.

I jeszcze jedno do domowych rzemieślników – nie uznajcie tylko, że domowo wykonywane kosmetyki są bezpieczniejsze od komercyjnych. Owszem – jest pewność co do użytych substancji, ale jest dużo gorzej w sprawach mikrobiologicznych. Nie mamy bowiem w domu takich metod badań, żeby sprawdzić konserwację i zakażenie mikrobiologiczne naszego kosmetyku. Przy dłuższym składowaniu naszego kosmetyku pojawia się więc spore ryzyko mikrobiologiczne.

A zatem – wszystko jest dla ludzi ale z rozsądkiem. Poszerzajcie swoją wiedzę i wybierajcie świadomie.